środa, 30 lipca 2008
Palenie
W styczniu to jakoś tak czułam się ostatecznie, że albo wszystko, albo nic. No i tak z niczego podniesiona zostałam. Nie to, że mosty się zapadły, skończyły się pomysły na chodzenie. Nic totalnie - ani piechotą, ani wzdłuż rzeki. Dziś nie palę, choć to też walka, no ale tak trzeba, bo tak właśnie jest z sensem.
poniedziałek, 28 lipca 2008
Szczęściara
dziś najważniejszy dzień w moim życiu. Kiedyś to chyba jednak wszystko spiszę, ale raczej nie w tej chwili. "Czy widziała Mama kiedyś miłość" - pytał Rafał w Milanówku, "Widzę, jak na Ciebie i Anię patrzę". A zaczęło się od czasu, którego nie widać, a mnie się jeszcze chwilę temu wydawało, że już na wszystko za późno. A tu się okazuje, że ten plan "b" działa. Jestem szczęśliwa.
czwartek, 24 lipca 2008
Z grzechu pod rynnę
Od wczoraj usiłuję dociec, jak przemienić deszczółkę w święconkę, oczywiście domowymi sposobami. Nie wychodzi. W każdym razie rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż do tej pory ją widziałam. Nie dość, że w zakręt wpadłam, to jeszcze Niebo przestało być niebieskie. Nie rozwinę wątków, bo się zablokowało. Plan na dziś: nie dopuścić do chaosu w domu, zrobić pranie, pojechać z teczką do XIII wydziału gospodarczego, nie pomylić kierunków ztm-em, poczekać i nie kombinować. Wczoraj się okazało, że to niedobrze, że imion na A tu nie wymieniam, ale tak przed wyjazdem na Alaskę? Nie, to bez sensu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)