wtorek, 21 października 2008
nudziara w amoku
A jak tak przeżyję rzeczywistość prawdziwie z otwartymi oczami, to mimo że pamiętam, że ciężko i trudno i nie ma co się oszukiwać, to jednak dotykam życia. Z całą tą swoją nadwrażliwością, z płaczem, wściekaniem się, krzykami i scenami na różnych przystankach na głównej arterii, idę do przodu i czuję zgodę na to, że się mylę, że nie wychodzi, że to nie ja decyduję, jak co i po co. Jak się przeżyło to i owo, to też nie jest łatwo i czujność wyostrzona i strach przed kolejną wtopą. A poza tym - więcej czasu spędzam w mieście i tęsknię za normalnością i nie boję się, że rutyna w codzienności to jakaś nuda, nawet lubię.
środa, 8 października 2008
Fit
Dowiedziałam się ostatnio, że "się w ogóle fit zrobiłam". Bzika mam od ponad połowy mojego całego życia. Dobrze wiem, czego nie wolno, co trzeba, tylko jakoś nigdy wcielić się nie udało. Gruba nigdy nie byłam, ale też 48kg ważyłam w największym kryzysie 8 lat temu to było(i tak czułam się za duża), no tak właśnie... W każdym razie chodzę do fitness klubu na pilates, a wczoraj zaliczyłam TBC brzuch i nie umiałam tylko jednego układu z krokiem, podskokiem i wymachem ręką. Uważam to za sukces, bo zeszłoroczna przygoda trwała dwa zajęcia i było strasznie. Zażywam ten skrzyp polny w pigułkach i w ogóle...
Subskrybuj:
Posty (Atom)