poniedziałek, 26 stycznia 2009

Kontakty

Inne więzi polegają zdaje się głównie na tym, że stale się o kimś pamięta - rano i wieczorem. Ostattnie kilka dni nie mogłam przestać myśleć o Antosiu, który mógł w każdej chwili umrzeć, o Krzysiu, który w zeszły wtorek się pojawił, od niedzieli o P. w szpitalu. Ludzkie dramaty mi towarzyszyły. Co dziś widzę? Rodzinę i przyjaciół nagle zgromadzonych w kaplicy św. Anny, księdza, który błagał z nami o zdrowie dla Antosia i mówił o cudzie, na który czeka jeden błogosławiony z Gielniowa. Odkryłam, że w 5 minut z 3 piętra mogę dolecieć do św. Szczepana. W samochodzie wozimy części do wózka dla Krzysia. Myśląc o P., płaczę z nią. Życie z innymi w modlitwie, to mnie dziś zmienia i gdzieś zbliża. No i nie modlę się sama.
A mój nowy szef rozpoczął rozmowę o dalszej pracy od pytania, czy zamierzam zajść w ciążę tzn. 'jakie mam plany osobiste?". A jaki to scenariusz? No bo jak widać realizuję krok po kroku ambicje życiowe. Poczułam się spętana.

czwartek, 15 stycznia 2009

Zupa soldowo-mężowa

W garnku gotowała się woda (po wielu próbach zrozumienia płyty indukcyjnej, co głównie kłótnie indukuje), kroiłam marchew 2 szt., pietruszkę 2 szt., pora i dokładałam paczkę selera naciowego. Posoliłam. Przepieprzyłam. Zmiksowałam wielofunkcyjną maszyną żoliborską. Uprażyłam słonecznik na zakupionej na pierwszych dużych zakupach poślubnych specjalistycznej patelni. Pokruszyłam lazur z najbliższego Samu. Podałam. Na ciuchy z Przyjaciółką nie poszłam.
Upycham tu siebie tu i tam. Rano zwiedzam nowe ścieżki: "w drodze do metra", "spacer do banku". Znalazłam pralnię przy Nowym, co się w carrefour express zamienił, 2 tapicerów, zakład fotograficzny, ze trzy księgarnie, sklepik dla precla, pasta i basta, lokalną, ambiente, market azjatycko-afrykański. Polubiłam Różaną i Narbutta. Mieszkam na Mokotowie, nic nie poradzę tęsknię za starym Ż.