czwartek, 18 grudnia 2008

Podsumowanie

Zaczęłam tu pisać niby sama dla siebie, ale też po to żeby zdać relację z ważnych zdarzeń. Marta i Jola mnie namówiły, że to jakaś moja historia, która skończyć się nie mogła. W tym tygodniu: poniedziałek - 11 osób w tym 1 ksiądz na przygotowaniu w moim nowym domu. Moja rodzina zastępcza jako pierwsi goście, duży stół, modlitwa i kolacja. Popłakałam się z rozmiękczenia; wtorek - Marta i Karolina z parówkami z musztardą - popłakałam się z nerwów. Dziś jest czwartek - mam katar. Do pracy wracam za 3 tygodnie, tylko gdzie jest moja praca? Zgłupiałam.

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Wyjście

Wczoraj odjechały kolejne pudła. Od tygodnia mieszkam pożegnalnie z koleżanką. Po prostu opuszczam mój dom i będę żyła w naszym. Przejrzałam wszystkie pamiątki ze szkół, znajomości, z prostowania relacji. Większość wyrzuciłam. Spakowałam jedną skrzynkę i tak moje najintymniejsze skarby są u Narzeczonego. Wzrusza mnie ten moment życia, ale też jestem szczęśliwa.

środa, 19 listopada 2008

Plan B.

Bardzo ciekawią mnie losy bohaterów "Pasji Życia 2008". Wczoraj spotkaliśmy Olę - jedna z trudniejszych historii. Zmieniła się przez rok, nadal studiuje, ma swoje plany, płytę dała ciotce, której zawdzięcza życie. Jestem poruszona, bo ma tę rysę w środku, ale walczy i stara się, i trwa. Przypomniało też mi się dwa dni temu, że jeden bohater marzył o domu z ogródkiem (jeździliśmy tam grupami latem) i dużym samochodzie, ma go ponoć na stałe. Wczoraj odwiedziliśmy też adres tamkowy. "Nie poznałem was. No tak, to ta, co planowała duchowe samobójstwo". Wróciłam do grudnia sprzed roku... Jak to jest, że Pan B. kocha i spełnia te obietnice? Brakuje mi tej odległości do samej siebie. Nie wyobrażam sobie, jak to ma być dalej, a tkwię w tym lęku, co go nie planuję.

czwartek, 13 listopada 2008

Fiu bździu na serio

Ze mną jest coś nie tak. Drogie Czytelniczki, na próżno usiłowałam zapewnić samą siebie, że jak człowiek żyję, no ni huhu. Cholera wie, jak inne leciwe panie się zachowują. Ale czy któraś budzi się w nocy z wizją spadających na Mamę choinek przy ul. Długiej 3? Albo, że wchodzę, a tam nikogo niet. Zapomnieli, nie przyszli, pomyśleli, że zbzikowałam. No bo też się nasłuchałam, że to dziwne, że tak szybko, że krótko się znamy i w ogóle co to za pomysły. Najlepszy był DJ: "a Wy to nie za młodzi na ślub jesteście?". Ze 3 razy chciałam startować z zapewnieniami, że nie, nie, w ciąży nie jestem. Aha no i Grzesiek z gitarą: "a, to pajęczyca", no bo MC musi obwieścić, że go omotałam.

wtorek, 21 października 2008

nudziara w amoku

A jak tak przeżyję rzeczywistość prawdziwie z otwartymi oczami, to mimo że pamiętam, że ciężko i trudno i nie ma co się oszukiwać, to jednak dotykam życia. Z całą tą swoją nadwrażliwością, z płaczem, wściekaniem się, krzykami i scenami na różnych przystankach na głównej arterii, idę do przodu i czuję zgodę na to, że się mylę, że nie wychodzi, że to nie ja decyduję, jak co i po co. Jak się przeżyło to i owo, to też nie jest łatwo i czujność wyostrzona i strach przed kolejną wtopą. A poza tym - więcej czasu spędzam w mieście i tęsknię za normalnością i nie boję się, że rutyna w codzienności to jakaś nuda, nawet lubię.

środa, 8 października 2008

Fit

Dowiedziałam się ostatnio, że "się w ogóle fit zrobiłam". Bzika mam od ponad połowy mojego całego życia. Dobrze wiem, czego nie wolno, co trzeba, tylko jakoś nigdy wcielić się nie udało. Gruba nigdy nie byłam, ale też 48kg ważyłam w największym kryzysie 8 lat temu to było(i tak czułam się za duża), no tak właśnie... W każdym razie chodzę do fitness klubu na pilates, a wczoraj zaliczyłam TBC brzuch i nie umiałam tylko jednego układu z krokiem, podskokiem i wymachem ręką. Uważam to za sukces, bo zeszłoroczna przygoda trwała dwa zajęcia i było strasznie. Zażywam ten skrzyp polny w pigułkach i w ogóle...

wtorek, 30 września 2008

piątek, 26 września 2008

Bez trzymanki

Jutro ostatecznie oddaję mój projekt dla fundacji. Ciężko przekazać, pożegnać, zrezygnować. Nie wiedziałam, że pod koniec roku będą na mnie czekać takie zmiany. Rok temu o tej porze zaangażowałam się w wydanie kalendarza z historiami narkomanów. Potem doszłam do kresu sił w poszukiwaniu powołania, zaczęłam intensywne kołatanie do drzwi i dostałam dar. Dziś myślę, jak nie zmarnować, jak nie uciec, jak nie szukać swego, jak zaufać "na zawsze!". Jak być dobrą żoną? Czuję się pół-amiszką. Niby moda nigdy mnie interesowała, ale zawsze z zazdrością (Marszałkowska, Chmielna, Nowy Świat), no i teraz tam 3 dni łaziłam. Butów raczej nie będzie, no bo kto w ogóle bierze ślub zimą i nie zaczął szukać butów latem. Wszystko nie tak. Dziś widzę, że 1,5 roku wolontariatu i pracy dla narkomanów, naprawdę był po coś. Aha, zaczęłyśmy współpracę ze stowarzyszeniem pomagającym kobietom w kryzysie. Widać tego mam się trzymać. Faktem jest, że najbardziej to czuję i więzi inne i ludzie bardziej otwarci, przecież w końcu zawsze się coś wybiera. Nie mam pojęcia dokąd zmierza moja historia, ale tak jest lepiej.

piątek, 19 września 2008

Chodzi o...

radio, pracę, projekt, narzeczeństwo, wspólnotę, podziemia sarpu, torty, zasłony, dynię, fryzjera. 5.30 zwlekam się na modlitwę, żeby tak towarzyszyć, myśli z rana chodzą po głowie czasem do samego wieczora. Dzień cały coś się dzieje i nie wiadomo, co jest najważniejsze, czy to budowanie, czy słuchanie, czy obrywanie. A jak by tak wyjść trochę do prawej, to może by się wiedziało, jak tego sensu pilnować i z rusztowania nie spaść (na twarz). Mam ten zapas przyczajonego smutku, co mnie nie puszcza i każe stać i nie dać się ponieść, i się schować.

poniedziałek, 15 września 2008

tak to właśnie wygląda

Tres chic

Do życia potrzeba mi stałego dostępu do Boga, akceptacji MC, ciepłych towarzyszek, co czasem podtrzymają, czasem szturchną albo pójdą Agencji Ochrony Mody drzeć pierze na jednym rondzie.

poniedziałek, 8 września 2008

8 września

No cóż po prostu pada. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Mam takie spostrzeżenie z wczoraj, że jak pozwolę sobie odebrać prawo do obrony, to tracę zdanie na każdy inny temat też. Faktem jest, że obcowanie z ludźmi czasem zwyczajnie boli i jest trudne. A może zwykle chodzi o oczekiwania, które zazwyczaj się nie spełniają. Pół niedzieli w grupie na Dewajtis i to niby nie z własnego wyboru, ale też bez przymusu. W październiku wybieramy się z A. z rowerem w góry - to przyjemne myśli na dziś, bo jednak jesień.

piątek, 22 sierpnia 2008

Prędkość

Lato się kończy - węgierki już prawie gotowe na powidła, dzień o niebo krótszy, zimnieją wieczory i ciągnie w góry na złotą. Lipiec z sierpniem się zapodziały - jeśli chodzi o poniedziałki i inne. Zdaje mi się, że zaraz będzie grudzień.

środa, 13 sierpnia 2008

Braki

Postanowiłam opublikować: udało mi się napisać dobry jingiel ewangelizacyjny. Jak go dziś usłyszałam, to się sama zdziwiłam. Jak to możliwe? U B. wszystko. R. powiedział, że ma przekaz na miarę jego reklamy Różańca, a to z kolei "wytycza" (jego zdaniem) poziom naszego nowego radia netowego. Potrzebowałam usłyszeć, że coś potrafię. Niesiona tą myślą założyłam słuchawki Jaromkowi, siedział, kiwał głową, "to dobre, to dobre". W środku nocy poczytałam o kuszeniu na pustyni... Czy tak zachowują się normalni ludzie? A jak właściwie zachowuje się ktoś, kto się zaręczył albo komuś coś? Mam podstawowe niedobory witamin, mikro i makro i innych wyssanych z palca.

czwartek, 7 sierpnia 2008

Sama nie wiem,

jak się czuję. Najdziwniejsze jest właśnie to, że nie jestem sama. Zajęta jestem... Chciałabym zaplanować to i owo i jak tylko zaczynam myśleć, to głowa trzecia rośnie. Od czego zacząć, bo chyba nie od nerwicy. Z drugiej strony to w końcu chodzi o całe życie i najgłębiej mam tę pewność niezmąconą. Część mnie musi się zająć projektem rwe STOEN, część "Wieczorem Sylwestrowym z Pasją", a tu jeszcze codzienność i kursy, i sarpy... A wczoraj dwie osoby zgłosiły się do pomocy. Super, że człowiek żyje obok innych.

środa, 30 lipca 2008

Palenie

W styczniu to jakoś tak czułam się ostatecznie, że albo wszystko, albo nic. No i tak z niczego podniesiona zostałam. Nie to, że mosty się zapadły, skończyły się pomysły na chodzenie. Nic totalnie - ani piechotą, ani wzdłuż rzeki. Dziś nie palę, choć to też walka, no ale tak trzeba, bo tak właśnie jest z sensem.

poniedziałek, 28 lipca 2008

Szczęściara

dziś najważniejszy dzień w moim życiu. Kiedyś to chyba jednak wszystko spiszę, ale raczej nie w tej chwili. "Czy widziała Mama kiedyś miłość" - pytał Rafał w Milanówku, "Widzę, jak na Ciebie i Anię patrzę". A zaczęło się od czasu, którego nie widać, a mnie się jeszcze chwilę temu wydawało, że już na wszystko za późno. A tu się okazuje, że ten plan "b" działa. Jestem szczęśliwa.

czwartek, 24 lipca 2008

Z grzechu pod rynnę

Od wczoraj usiłuję dociec, jak przemienić deszczółkę w święconkę, oczywiście domowymi sposobami. Nie wychodzi. W każdym razie rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż do tej pory ją widziałam. Nie dość, że w zakręt wpadłam, to jeszcze Niebo przestało być niebieskie. Nie rozwinę wątków, bo się zablokowało. Plan na dziś: nie dopuścić do chaosu w domu, zrobić pranie, pojechać z teczką do XIII wydziału gospodarczego, nie pomylić kierunków ztm-em, poczekać i nie kombinować. Wczoraj się okazało, że to niedobrze, że imion na A tu nie wymieniam, ale tak przed wyjazdem na Alaskę? Nie, to bez sensu.

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Ojej...

właśnie poczułam, że skończył się dla mnie etap pracy w radiu. Ciężko.

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Plącze mi się

duch z radiem, wakacje z pracą, wspólnota z innymi brakami. Powstał supeł. Marzę o podróży długiej i dalekiej, bo mnie ściska i dusi. Ciekawe rzeczy się dzieją, bo tak z tego kocyka pewnie jutro ruszymy na Barską do KRS-u, no i każdy ma sobie wymarzyć jakiś projekt. Intensywnie myślę, jak będziemy wyglądać - logo, strona, plakaty, ulotki, to jeden wątek, drugi: impreza Niedziela Wolnego Ducha z pytaniem czy, gdzie i oczywiście skąd pieniądze, bo jak bez, to szykuje się mnóstwo pracy, choć oczywiście wszystko możliwe. Są jeszcze wątki warsztatowe, miejscowe, przyszłościowe i od tego mi się plącze. Jakoś w kawałkach. Wolna bym była, gdybym się nie bała. No i od 2 tygodni nie palę i bym w kluskę zamienić się nie chciała. A pierwsze zebranie odbyło się 7 maja, jakby co - to wtedy zawiązało się.

czwartek, 12 czerwca 2008

Wolny Duch

no więc o 16 się spotyka Stowarzyszenie, jak się nic nie wydarzy, bo póki co to zadyma jedna za drugą. Trudno się rozmawia z tym i owym. Nic nie wiadomo. Ja to bym chciała zrealizować takie marzenie, żeby pracować i się cieszyć, że "do przodu" i razem, i z Duchem. Czy ja na pewno mam 33 lata?

piątek, 6 czerwca 2008

Punk

Dzień The Clash. Każda decyzja wyzwala, inny ten bunt niż się wydawało. Póki co pracę mam i walczę o swoje. Wszystko jest możliwe. Nie myślałam, że prawdziwa wolność będzie w moim życiu związana z Kościołem... Ale tak jest. no taki to punkowiec - no future był ze mnie, dałam się oszukać jakimś lewakom.

wtorek, 27 maja 2008

Stało się

Już wiem, jakiej zmiany wyglądałam i doczekać się nie mogłam - chodzi o mój stosunek do mnie samej. Tak mnie dziś na przystanku oświeciło (Politechnika). M. mówi, że inaczej się ruszam - coś mi się skurczyło i czegoś mam więcej, a i tak wciąż marzę o niezbędnych kilogramach spokoju. Ile dziś mam lat? coś mi się zatrzymało. Wczoraj pierwszy raz odprowadzałam małą dziewczynkę do przedszkola - to chyba tam musiało się wszystko zacząć - te wszystkie lęki, które zamieniają się w za duże kapcie i nie takie chustki... no i pani w fartuchu, tyle że kaszki manny nie wpycha. Popołudniu plac Lele - przetrwają tylko najsilniejsi. Multikutli piaskownica - jak wytłumaczyć Antkowi, że w piłę można grać z każdym - "Ale on wygląda jak Chińczyk!..." Wydaje mi się, że tegoroczne truskawki to czerwona wersja kalafiora.

piątek, 23 maja 2008

Jazdki

Jak już nie mogę wytrzymać, to mam takie myśli, że chowam się pod płaszcz JCh. Ostatnio zdarzyło się też tak, że wyprosiłam moją lewą stopę... Pasję w drobiazgach odkrywam i to jest coś, co mnie teraz najbardziej pociąga i fascynuje. Acha - no i jak pada, i jest szaro z niskim ciśnieniem, to człowiek ma prawo się gorzej czuć.

poniedziałek, 19 maja 2008

Bunt 5-latka

Zaczęło się: weszłam w fazę buntu. Najchętniej zrezygnowałabym ze wszystkich dotychczasowych aktywności. Jestem zeźlona i nic mi nie pasuje, i wszystko drażni. To niestety nie tylko hormony. Znowu czuję się nieprzystosowana i zdziczała. Nie lubię życia w stadzie, w ogóle nigdy nie cierpiałam wszelkich grup zorganizowanych, obce mi zbiorowe żywienie, spanie w pokoju z 4 łóżkami. Jestem w klatce, nie cierpię tej klaustrofobii mentalnej. I tak po 5 latach mam myśli o wyjściu, najgorsze jest to, że nie ma dokąd. O, NMP, pomocy!

piątek, 16 maja 2008

Koniec

Przeczuwam jakiś koniec i początek. Chciałabym ponazywać to wszystko, co przeobraża się we mnie. Rower na Jelonkach, ja cały czas kuśtykam. Dziś wyruszam do Sulejówka, jadę po nowe. Czekam na wolność, póki co uciekłam w ciuszki. Nie opiszę przygód z fotela fryzjerki, bo to głównie w refleksje o starzeniu się idzie. W każdym razie mam już ponoć wąsy. Taka to perspektywa.

środa, 14 maja 2008

Moje

Mój blog to raczej wersja ascetyczna (uboga), ale moja. Takie mam jakieś proste myśli w sobie i pierwszy raz w życiu tak mnie przyszłość nie przeraża. Założyłam taki zeszyt i mam tam zapisywać "za co siebie lubię?", "co mi wyszło?" - dla mnie to rewolucja. Inna strona się otworzyła, tylko czemu tak późno i dlaczego taka powolna jestem, że tak długo nic a nic nie kapowałam i wydawało mi się, że to się nie trzeba tak męczyć i zadręczać. A tu nie - można na przykład wracać spokojnie do domu i nic nie robić. Oddałam się jakoś życiu, które jakieś takie nieuchronne się dla mnie zrobiło. Ah ten Pan Bóg! I przez ostatnich 7 lat to poznałam ludzi, których naprawdę lubię i cenię i się cieszę, że przestałam myśleć, że "człowiek i tak i tak zawsze jest sam" - właśnie, że nie jest!

poniedziałek, 12 maja 2008

Nowy

tydzień. Boję się, że przeoczę coś naprawdę istotnego, że zgubię treść. Jestem. Idę naprawdę. Uczę się odpoczywać - to taka praca nad sobą. Jestem inna niż do tej pory, cokolwiek to dla mnie samej znaczy. Dostałam odwagę i radość.

czwartek, 8 maja 2008

Leń

Taki mi się zrobiło, że jakieś kompetencje zgubiłam i jakoś inaczej bym teraz chciała. Mam dużo mniej pracy i w sumie to chyba dobrze mi z tym. Mam takie postanowienie wielkanocne - będę dbała o siebie, a może to już próżność i lenistwo? Zmieniam się. Szłam dziś do pracy Marszałkowską kawałek i czułam się jak zagraniczny turysta - bo dawno nie szłam, bo to moje miasto wciąż się zmienia. O rety, czas zmian, a ja tak jakoś w tyle się boję zostać, że nie dam rady, że to niby jakieś zawody... Marzę o podróży, oglądam dziś slajdy gruzińskie - taki to ze mnie globtroter uciekinier.

środa, 7 maja 2008

Pycha

z lękiem się chyba miesza. Dziś odbyło się pierwsze spotkanie projektu bez nazwy. Szukamy z M. miejsca i pieniędzy. No i najważniejsze w nim będzie to, żeby być sobą. Wiadomo, że to banał, ale jakoś wciąż nie wiadomo, jak to jest. Jak odkryć to właściwe miejsce w sobie i w końcu poczuć Życie. Boję się, bo tak zaczynamy i pierwsze kroki, i grunt niepewny, i może to trochę motyka itd., ale chce mi się bardzo pójść dalej. Miejsce spotkań dla kobiet, dla nas - bo wiąż szukamy i tych pragnień nie sposób zaspokoić. Taki to dzień. Zmieniam się to pewne i nie panuję nad czcionką i też się cieszę, że nie muszę kontrolować i być na medal.

wtorek, 6 maja 2008

Zazdrość

przekroczyła granice i to jest początek nowej przygody.