piątek, 19 września 2008
Chodzi o...
radio, pracę, projekt, narzeczeństwo, wspólnotę, podziemia sarpu, torty, zasłony, dynię, fryzjera. 5.30 zwlekam się na modlitwę, żeby tak towarzyszyć, myśli z rana chodzą po głowie czasem do samego wieczora. Dzień cały coś się dzieje i nie wiadomo, co jest najważniejsze, czy to budowanie, czy słuchanie, czy obrywanie. A jak by tak wyjść trochę do prawej, to może by się wiedziało, jak tego sensu pilnować i z rusztowania nie spaść (na twarz). Mam ten zapas przyczajonego smutku, co mnie nie puszcza i każe stać i nie dać się ponieść, i się schować.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz