piątek, 26 września 2008

Bez trzymanki

Jutro ostatecznie oddaję mój projekt dla fundacji. Ciężko przekazać, pożegnać, zrezygnować. Nie wiedziałam, że pod koniec roku będą na mnie czekać takie zmiany. Rok temu o tej porze zaangażowałam się w wydanie kalendarza z historiami narkomanów. Potem doszłam do kresu sił w poszukiwaniu powołania, zaczęłam intensywne kołatanie do drzwi i dostałam dar. Dziś myślę, jak nie zmarnować, jak nie uciec, jak nie szukać swego, jak zaufać "na zawsze!". Jak być dobrą żoną? Czuję się pół-amiszką. Niby moda nigdy mnie interesowała, ale zawsze z zazdrością (Marszałkowska, Chmielna, Nowy Świat), no i teraz tam 3 dni łaziłam. Butów raczej nie będzie, no bo kto w ogóle bierze ślub zimą i nie zaczął szukać butów latem. Wszystko nie tak. Dziś widzę, że 1,5 roku wolontariatu i pracy dla narkomanów, naprawdę był po coś. Aha, zaczęłyśmy współpracę ze stowarzyszeniem pomagającym kobietom w kryzysie. Widać tego mam się trzymać. Faktem jest, że najbardziej to czuję i więzi inne i ludzie bardziej otwarci, przecież w końcu zawsze się coś wybiera. Nie mam pojęcia dokąd zmierza moja historia, ale tak jest lepiej.

Brak komentarzy: