piątek, 20 lutego 2009
sztuka
Na przeciwko naszej furtki jest teatr. Nigdy tak nie mieszkałam, Wisła była po drodze do domu i wcale tak często nie zaglądałam. W Laboratorium Dramatu moja koleżanka wystawiła swoją pierwszą sztukę i o dyrektorze dużo słyszałam, że wariat, tyran i w ogóle. Koleżanki nie widuję. Teatr za płotem kusił, Martę na nagrania sąsiedzkie ciągnęłam. Doris przed panem TS przestrzegała ostro. No nic ruszylismy na krzesła w 2 rzędzie... No i co? Więcej nie pójdziemy, bo to wciąż to samo: Jezus niedojda, św. Piotr pedał i cwaniak i kopulujący ludzie - ten z tą, ta z tą. A, - i więcej tu nie przyjdę... Niedobrze mi. W gazecie: KRYZYS.Tak, boję się kryzysu wszystkiego i skazania na izolację - tego jednocześnie.
czwartek, 12 lutego 2009
Ciąża, rak i grypa z Hameryki
Doris: "a co Ty taka smutna?"
- Fizyczny rozkład przeżywam. Nie mam na nic siły, mogę tylko spać.
- No to są dwie możliwości.
- Albo jestem w ciąży, albo mam raka.
A Marta sugeruje grypę zza Oceanu.
Niestety wszystko jest możliwe, tylko żeby nie na raz.
A A. jest cudny: pierze, robi kanapki do pracy, herbatkę po pracy, chce wieźć do doktora.
- Fizyczny rozkład przeżywam. Nie mam na nic siły, mogę tylko spać.
- No to są dwie możliwości.
- Albo jestem w ciąży, albo mam raka.
A Marta sugeruje grypę zza Oceanu.
Niestety wszystko jest możliwe, tylko żeby nie na raz.
A A. jest cudny: pierze, robi kanapki do pracy, herbatkę po pracy, chce wieźć do doktora.
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Kontakty
Inne więzi polegają zdaje się głównie na tym, że stale się o kimś pamięta - rano i wieczorem. Ostattnie kilka dni nie mogłam przestać myśleć o Antosiu, który mógł w każdej chwili umrzeć, o Krzysiu, który w zeszły wtorek się pojawił, od niedzieli o P. w szpitalu. Ludzkie dramaty mi towarzyszyły. Co dziś widzę? Rodzinę i przyjaciół nagle zgromadzonych w kaplicy św. Anny, księdza, który błagał z nami o zdrowie dla Antosia i mówił o cudzie, na który czeka jeden błogosławiony z Gielniowa. Odkryłam, że w 5 minut z 3 piętra mogę dolecieć do św. Szczepana. W samochodzie wozimy części do wózka dla Krzysia. Myśląc o P., płaczę z nią. Życie z innymi w modlitwie, to mnie dziś zmienia i gdzieś zbliża. No i nie modlę się sama.
A mój nowy szef rozpoczął rozmowę o dalszej pracy od pytania, czy zamierzam zajść w ciążę tzn. 'jakie mam plany osobiste?". A jaki to scenariusz? No bo jak widać realizuję krok po kroku ambicje życiowe. Poczułam się spętana.
A mój nowy szef rozpoczął rozmowę o dalszej pracy od pytania, czy zamierzam zajść w ciążę tzn. 'jakie mam plany osobiste?". A jaki to scenariusz? No bo jak widać realizuję krok po kroku ambicje życiowe. Poczułam się spętana.
czwartek, 15 stycznia 2009
Zupa soldowo-mężowa
W garnku gotowała się woda (po wielu próbach zrozumienia płyty indukcyjnej, co głównie kłótnie indukuje), kroiłam marchew 2 szt., pietruszkę 2 szt., pora i dokładałam paczkę selera naciowego. Posoliłam. Przepieprzyłam. Zmiksowałam wielofunkcyjną maszyną żoliborską. Uprażyłam słonecznik na zakupionej na pierwszych dużych zakupach poślubnych specjalistycznej patelni. Pokruszyłam lazur z najbliższego Samu. Podałam. Na ciuchy z Przyjaciółką nie poszłam.
Upycham tu siebie tu i tam. Rano zwiedzam nowe ścieżki: "w drodze do metra", "spacer do banku". Znalazłam pralnię przy Nowym, co się w carrefour express zamienił, 2 tapicerów, zakład fotograficzny, ze trzy księgarnie, sklepik dla precla, pasta i basta, lokalną, ambiente, market azjatycko-afrykański. Polubiłam Różaną i Narbutta. Mieszkam na Mokotowie, nic nie poradzę tęsknię za starym Ż.
Upycham tu siebie tu i tam. Rano zwiedzam nowe ścieżki: "w drodze do metra", "spacer do banku". Znalazłam pralnię przy Nowym, co się w carrefour express zamienił, 2 tapicerów, zakład fotograficzny, ze trzy księgarnie, sklepik dla precla, pasta i basta, lokalną, ambiente, market azjatycko-afrykański. Polubiłam Różaną i Narbutta. Mieszkam na Mokotowie, nic nie poradzę tęsknię za starym Ż.
czwartek, 18 grudnia 2008
Podsumowanie
Zaczęłam tu pisać niby sama dla siebie, ale też po to żeby zdać relację z ważnych zdarzeń. Marta i Jola mnie namówiły, że to jakaś moja historia, która skończyć się nie mogła. W tym tygodniu: poniedziałek - 11 osób w tym 1 ksiądz na przygotowaniu w moim nowym domu. Moja rodzina zastępcza jako pierwsi goście, duży stół, modlitwa i kolacja. Popłakałam się z rozmiękczenia; wtorek - Marta i Karolina z parówkami z musztardą - popłakałam się z nerwów. Dziś jest czwartek - mam katar. Do pracy wracam za 3 tygodnie, tylko gdzie jest moja praca? Zgłupiałam.
poniedziałek, 1 grudnia 2008
Wyjście
Wczoraj odjechały kolejne pudła. Od tygodnia mieszkam pożegnalnie z koleżanką. Po prostu opuszczam mój dom i będę żyła w naszym. Przejrzałam wszystkie pamiątki ze szkół, znajomości, z prostowania relacji. Większość wyrzuciłam. Spakowałam jedną skrzynkę i tak moje najintymniejsze skarby są u Narzeczonego. Wzrusza mnie ten moment życia, ale też jestem szczęśliwa.
środa, 19 listopada 2008
Plan B.
Bardzo ciekawią mnie losy bohaterów "Pasji Życia 2008". Wczoraj spotkaliśmy Olę - jedna z trudniejszych historii. Zmieniła się przez rok, nadal studiuje, ma swoje plany, płytę dała ciotce, której zawdzięcza życie. Jestem poruszona, bo ma tę rysę w środku, ale walczy i stara się, i trwa. Przypomniało też mi się dwa dni temu, że jeden bohater marzył o domu z ogródkiem (jeździliśmy tam grupami latem) i dużym samochodzie, ma go ponoć na stałe. Wczoraj odwiedziliśmy też adres tamkowy. "Nie poznałem was. No tak, to ta, co planowała duchowe samobójstwo". Wróciłam do grudnia sprzed roku... Jak to jest, że Pan B. kocha i spełnia te obietnice? Brakuje mi tej odległości do samej siebie. Nie wyobrażam sobie, jak to ma być dalej, a tkwię w tym lęku, co go nie planuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)